Blogostrefa

Norweska przygoda. Na fiordzie

Obudziłam się o 3.15 i to jest ten moment kiedy na szali kładzie się wytrzymałość własnego pęcherza z możliwością potencjalnego zamarznięcia. Wiedziałam dobrze, że na zewnątrz jest o wiele chłodniej niż w namiocie. Dlatego najpierw ubrałam spodnie, których oczywiście pozbyłam się idąc spać. Kurtkę narzuciłam już na zewnątrz, podobnie jak buty, bo przecież w środku było brak miejsca, tym bardziej gdy tuż obok dobiegało głośne chrapanie współlokatora.
Wypełzam na czworakach jak menel. Nie jest tragicznie, ale pierwsze zimno mnie przeszywa wiatrem, który wdarł się pod bluzę. Opatulam się czym mogę, zasuwam namiot by nie umrozić pochrapującego syna i gonię w krzaki. Dobrze że są, ale dlaczego tak daleko?
W oddali słyszę szum górskiej rzeki, rozglądam się w jej poszukiwaniu. Rwie po kamieniach w dół, ledwo widoczna, za to doskonale słyszalna. Nieopodal rozlewa się dźwięk dzwonków. To czarne krówki, które samopas chodzą po stokach. Rozglądam się za nimi, ale te schowały się w niskich drzewach.
Robię kilka podskoków i wymachów rąk dla lepszego krążenia. Nic nie pomaga, wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że przygarniam chłód do siebie. Patrzę pod nogi by się nie potknąć o któryś z wystających kamieni. Perspektywa stoczenia się z urwiska przeraza mnie. Podchodzę bliżej stromizny. Przede mną rozpościera się panorama fiordu a wokół cisza współgra ze śpiewem ptaków. Czy one nigdy nie idą spać? Nawet wiatr się uspokoił, może dlatego że zeszłam ciut niżej?
Przede mną fiord. O tej porze żaden statek, żadna łódź nie rozpruwa boleśnie jej wód. Dopiero po ósmej zobaczę pierwszą motorówkę nie większa od pudełka zapałek, a olbrzymi wycieczkowiec ciut później będzie przypominał wielkością ciężarówkę. Ile razy tutaj jestem, tyle zadziwia mnie perspektywa widzianej przestrzeni. Gdzieś na dole, niczym rozrzucone kamienie widać miasteczko. Jechaliśmy przez nie. Z góry wszystko widać inaczej 🙂 . Poniżej mnie, spomiędzy góry powoli suną chmury. Dryfują niczym chiński smok przybierając podłużny kształt a na końcach widzę pysk i ogon. Wiatr porusza nim zmieniając co chwilę kształt. Wystarczy zmiana kierunku mojej uwagi, by po chwili już go nie widzieć. Teraz to kilka sponiewieranych poduszek z pierza. Słońce jeszcze tutaj nie dotarło, choć już widzę jego ślad na odległych szczytach. Widzę, jak mizdrzy się, odbijając promienie od resztek śniegu w zagłębieniach skał. Pragnę go. Gdyby tylko na chwilę mnie mogło ogrzać! Jednak muszę uzbroić się w cierpliwość. Ono jest tutaj niczym gospodarz. Powoli sprawdza te same, jak co roku o tej porze rejony, czy aby wszystko tam w porządku? Nie może przejmować się pojedynczą turystką, która miała fanaberię spać na jednym z niżej położonych szczytów.

Wyciągam drugi śpiwór, którego nie wykorzystał syn. Dorosły, a ja się martwię czy nie marznie… Narzucam na kurtkę, wiatr go szarpie, zamek nie do końca ze mną współpracuje. Niby cieplej, a ja i tak pragnę słońca. Chodzę wkoło, uważam by nie podchodzić zbyt blisko do obcych namiotów. Z mojego dochodzi pochrapywanie, z drugiego, tam gdzie Monika i Tomasz, cisza. Wiem, że wejście do namiotu nie sprawi, że zechce mi się spać. Tu ciągle jest jasno. Siedzenie nie wchodzi w rachubę, zimny wiatr nie jest moim sprzymierzeńcem, więc chodzę w kółko, próbuję wyjść wyżej na szlak, bo przede mną majaczy szczyt. Mam wrażenie, że kiedyś na nim byłam. Cała ta góra jest mi dziwnie znajoma. Boję się jednak, że serce wyszarpie mi się z piersi. Za stara jestem by robić dzieciom problem.
Obserwuję jak słońce maca kolejne szczyty, jak się na nich rozsiada, jak prześwietla chmury, tańczy z cieniem. Szósta rano. Ten czas inaczej tutaj leci, zrobiłam trzy tysiące kroków, to dużo czy mało? Jak na kręcenie się w kółko, w sam raz 🙂
A może by ich obudzić?
Czekam cierpliwie.
Moją uwagę zaprząta wschód słońca, ten zza mojej górki. Nie ważne, że za tamtymi po drugiej stronie już dawno wzeszło. Aparat ustawiony. Pstryk, pstryk… i co z tego, że zsuwa się okrycie, że wiatr zazdrosny smaga. Dla ujęcia wszystko… no prawie wszystko.

Czytelnicy

Oceny i dyskusja

— 0 ocen

Oceny, komentarze i odpowiedzi mogą dodawać zalogowani Czytelnicy, Recenzenci, Autorzy i Animatorzy kultury.

Zaloguj się lub załóż konto

Rozmowa czytelników

Nie ma jeszcze ocen ani komentarzy. Możesz rozpocząć rozmowę.

Wróć do Blogostrefy →