Blogostrefa

Portugalskie saudade z widokiem na ocean

część 1 – Marzenie.

Chcę opowiedzieć ci pewną historię. Opowieść o wakacyjnej podróży, która zmieniła nasze życie. O marzeniach, które zmieniły się w palny i pomysłach, które zmieniły się w decyzje. O odwadze, która dodała nam sił do nowych wyzwań i o lęku przed zmianą.

Mam na imię Przemek i wraz z moją partnerką – Lenką – chcemy zaprosić cię w podróż. W naszą przygodę życia jaką stała się przeprowadzka do nowego świata – Portugalii.

Pokażemy naszą drogę, doświadczenia i perypetie w podróży do nowego miejsca na ziemi oraz opowiemy jak wygląda codzienne życie w miasteczku nad oceanem, czyli Portugalię od zaplecza.

Então, Vamos para Portugal!

„Wszystko co proste na początku było trudne” – te słowa niemieckiego poety i filozofa Johanna Wolfganga von Goethe, najlepiej opisują początki…

Ale jak to mówiła moja babcia – „pierwsze koty za płoty i co nas nie zabije to nas wzmocni”, więc zakasaliśmy rękawy, bo po tych prawie trzech latach przygotowań możemy dorzucić jeszcze dwa kolejne powiedzonka, moje ulubione – „prawdziwego przyjaciela poznajesz w podróży” i portugalskie – „juntus samos mais fortes” – czyli –„razem jesteśmy silniejsi”.

To ostatnie powiedzenie od początku dodawało nam siły, poczucia bezpieczeństwa. Pchało do przodu w drodze do realizacji marzeń, a moje powiedzenie – „uważaj o czym marzysz, bo się spełni” – nabrało wyjątkowego znaczenia, bo dzięki temu oboje zmieniliśmy swoje życie i zastąpiliśmy zadania do wykonania na realizację marzeń. Ja zacząłem pisać książki i wszedłem w nowe technologie a Lenka rzuciła pracę w korpo i wróciła do ukochanej kosmetologii. Ale najważniejszym z naszych marzeń, które nam jeszcze mocniej połączyło, stała się przeprowadzka do Portugalii – i właśnie o tym będzie nasza opowieść.

3, 2, 1 start

Zaczyna się marzec. Pierwszy wiosenny miesiąc roku. Wyczekiwany przez zimowe miesiące czas dłuższych dni, wiosennego ciepła, słońca, śpiewu ptaków i mojej znienawidzonej alergii. Dla nas to prawdziwy początek nowej przygody. Nowej drogi, do której przygotowujemy się od prawie trzech lat. Tego, co możemy nazwać skokiem na głęboką wodę, ale po dogłębnym przebadaniu jej głębokości, temperatury, zasolenia czy struktury dna. Miesiącach testów, dotykania, smakowania i setek przeczytanych stron z informacjami, jak to wszystko wygląda.

Zapytasz pewnie, o czym mówię? Po co tyle krzyku, w końcu ludzie masowo kupują domy w Hiszpanii, wcześniej rzucali wszystkie i przeprowadzali się do Wielkiej Brytanii bo ich marzeniem życia było filetowanie dorsza na trzy zmiany za funty?

Dla nas to było wyzwanie i trudne decyzje o zmianie, porzuceniu obecnego, spokojnego i poukładanego życia na rzecz przeprowadzki w nieznane, kartonów, chaosu i rozpoczęciu nowego życia w nowym miejscu po pięćdziesiątce.

Uwierz, nie była to łatwa decyzja. Dużo niewiadomych i jeszcze więcej do stracenia…

zacznijmy od początku

29 sierpnia 2023 roku. Zbliżał się wieczór. Byliśmy z wizytą w mieszkaniu chłopaka córki Lenki – Louisa – przy 8 ulicy w portugalskim Espinho. Za ogromnym oknem widać było słońce, które swoją tarczą dotykało horyzontu, by za chwilę zatonąć w Atlantyku. Lenka stała tuż przy szybie i wpatrywała się w ten spektakl, w ciszy, zamyślona.

– Mogłabym tu mieszkać – wyszeptała.

– To co stoi na przeszkodzie? – odpowiedziałem.

Często życie stawia nam na drodze życiowe okazje – miłość, kontakty, możliwości, szanse na zmianę. Jednak większość ludzi w lęku przed nowym, woli wybrać swoją „strefę komfortu”. Tracą wtedy bezpowrotnie szczęście, które mieli na wyciągnięcie ręki, nowe możliwość lub przygodę. Potem żałują, że nie podjęli wyzwania. Że nie skorzystali z okazji, propozycji lub odrzucili uczucie. A potem zostali z poczuciem straconej szansy i świadomością, że nic nie zrobili. A to jest znacznie gorsze niż uczucie, że coś nie wyszło.

Zatem, zamiast marzyć o wygranej w lotto, stawiając ją jako warunek zrobienia czegoś, kupiliśmy los na życiowej loterii i zaryzykowaliśmy, dając sobie szansę. W końcu, kto nie ryzykuje ten portugalskiego vinho verde nie pije, patrząc na zachód słońca nad oceanem.

I tak zaczęła się nasza przygoda z portugalskim saudade z widokiem na ocean, czyli Portugalia od zaplecza.

A co łączy nas z Portugalczykami, czym jest „saudade” i portugalska dusza, już w kolejnym felietonie.

Czytelnicy

Oceny i dyskusja

0 ocen

Oceny, komentarze i odpowiedzi mogą dodawać zalogowani Czytelnicy, Recenzenci, Autorzy i Animatorzy kultury.

Zaloguj się lub załóż konto

Rozmowa czytelników

Nie ma jeszcze ocen ani komentarzy. Możesz rozpocząć rozmowę.

Wróć do Blogostrefy →