Blogostrefa

WŁADCA NIEBA

🎉Jeeeest!!!!
01.09.2026 r. dotarła do mnie pierwsza paczka z egzemplarzami mojej pierwszej powieści!

To mocna rzecz. Thriller psychologiczny noir o kontroli, manipulacji i prawdzie, za która każdy płaci własną cenę. Książka, w którą włożyłem siebie i swoje emocje.

Zapraszam do mojej strony autorskiej: https://www.facebook.com/profile.php?id=61569253256489

Poniżej prezentuję fragment powieści:

Noc otulała balkon. Dym z ostatniego papierosa uparcie meandrował
w powietrzu.
Znowu ten sen. Wyrywający z chwili ulgi, pozostawiający lęk i pot. To
zawsze wraca tak samo…
Wokół balkonu szumiała pustka, przerywana niekiedy wyzwiskiem,
krzykiem lub śpiewem. A wszystko to wyrwane przez mrok z gardeł
bezsenności. Radiowóz na sygnale wywołał uśmiech na twarzy.
Gra z wami dopiero się rozpoczyna… Ciekawe, co powiedzą, gdy ją
znajdą…
Wyżej rozpościerało się czarne niebo, potęgujące doniosłą atmosferę
chwili.
Jest jak tło do nowego obrazu. A na nim gwiazdy. To ludzie, a księżyc
jest strażnikiem nakazującym, w którym miejscu mają stanąć. Zawsze
wśród gwiazd znajdzie się taka, którą ogarnie pragnienie buntu. Wyjdzie
z ustalonej konfiguracji i rozbłyśnie w miejscu przez siebie wybranym. Ale
nie w tym przypadku…
Przed blokiem nastała cisza. Zakłócił ją wdech nikotyny do płuc.
Ostatnie spojrzenie w noc.
Plan konstelacji jest już ułożony. Przemyślany. Właściwy. Zaszokuje te
mierne, goniące za bezsensem życia istoty. Przecież to nie one decydują
o układzie.
Jestem gwiazdą, która nie chce być już światłem. Chcę zamienić się w surowy
księżyc i nie pozwolić na żaden bunt… Najpierw jednak spłata
długu… Pragnienie ulgi.
Wyrzuty sumienia i niepokój przychodziły zawsze po śnie przypominającym
o czymś, czego nie można już cofnąć. Gdy dłonie i wspomnienia
pachną czymś, czego nie da się zmyć. Woń nieodwracalna.

1
Zimne światło nadchodzącego dnia wdzierało się do kuchni. Potęgowało
ból głowy i odczucie, jakby w ustach miał pełno piachu z Sahary.
Tomasz Stelmach siedział w ciszy. Obserwował krople deszczu
uderzające w okno jak pociski, a potem wolno spływające po szybie.
Niedbale przygotowana kanapka i zimna herbata cierpliwie czekały
na zainteresowanie.
W nocy zasiedzieli się trochę z sąsiadem. Wódka – może litr albo
więcej bez zagryzania – chociaż na moment pozwoliła zapomnieć. Zasnął
po niej jak kamień. Obudził się z bólem głowy, nie pamiętając snu.
Było w nim jednak coś znajomego. Strach – lodowaty sopel w klatce
piersiowej. W głowie latały samoloty i warczały czołgi. Był to efekt
nie tylko alkoholu. Kuchenne radio bombardowało wiadomościami
o Ukrainie. Kurwa mać… zaklął w duchu. Covid się znudził. Teraz
będą wszystkich straszyć trzecią wojną światową.
Dojazd do komendy taryfą zajął mu siedem minut. Nie zdążył
dojść do swojego pokoju, kiedy usłyszał znajomy motyw ze „Scyzoryka”
Liroya. Niechętnie sięgnął do kieszeni i spojrzał na wyświetlacz telefonu.
Sikora… Podobno to on aresztował seryjnego gwałciciela z Olsztyna.
Podejrzanego przywieźli w kiepskim stanie. Zęby wybite, szczęka
i nos złamane. Sam podejrzany milczał, patrząc tylko w przerażeniu.
Jakby to Jerzy Sikora był gwałcicielem.
Opierdol za bójkę po pijanemu w „Szatanie”? Może to inne gówno
– pomyślał i niechętnie nacisnął zieloną słuchawkę.
– Stelmach, słucham.
– Domyślam się, że nie papież Franciszek – warknął Sikora. – Gdzie
jesteś? Jest dwanaście po ósmej.
– Spokojnie. Jestem na miejscu, jadę windą. Co się urodziło?
– Raczej umarło – popisał się wątpliwym żartem Sikora. – Zjedź od
razu na dół. Bilski już czeka w samochodzie. Mamy nastolatkę; znaleziona
w Parku Żeromskiego. Znachor już stwierdził zgon.
Tomek spojrzał tęsknym wzrokiem na automat z kawą i zawrócił
do windy.
Na dole w firmowym Passacie już czekał aspirant Maciej Bilski.
Nienagannie wyprasowana koszula, kolczyk w uchu i żel na włoskach.
– Witamy dumę naszej komendy. Chociaż dzisiaj wyglądasz jak Metyl
z „Pitbulla”. Dobrze się czujesz? – Maciek Bilski, zwany „Maciusiem”,
przyglądał mu się bacznie.
– Nie interesuj się, Maciuś, bo kociej mordy dostaniesz. Gadaj szybko,
o co biega z tą małolatą – zgasił go Tomek, sadowiąc się na tylnym
siedzeniu, by zachować dystans pół metra od żelu i zapachu damskich
perfum kolegi.
– Szesnastolatka ze szkoły średniej, w kieszeni legitymacja. Znaleziona
rano przez jednego z kolesi, którzy przyszli do parku podleczyć
kaca. Poszedł za potrzebą, zaczął krzyczeć. To kolega miał telefon. Na
szczęście byli na tyle trzeźwi, że dodzwonili się na pogotowie i do nas
– sucho relacjonował Bilski.
„Poszedł za potrzebą, zaczął krzyczeć”. Ja pierdolę, co za przedszkole…
zrymował niedokładnie w myślach Stelmach. Maciek Bilski jest na
rejonie od roku. Podobno wcześniej otarł się o CBŚ. Jakieś kłopoty…
Tylko co tłumaczy ten ubiór i dziwną gadkę?
– Rodzina wie?
– Rejon ustala.
– Gwałt?
– Niestety, nie jestem Jackowskim – błysnął znajomością polskich
jasnowidzów Maciuś.
Dojechali na miejsce. Kierowca zaparkował spokojnie przed bramą.
Wysiedli i wolnym krokiem udali się w głąb parku. Odwlekali obydwaj
chwilę konfrontacji ze sprawą. Tomek rozglądał się po okolicy. Znał tu
każdą ławkę i ścieżkę jak własną kieszeń. Spotkania jego paczki i tanie
wino „Corso”. Dym, nie tylko z papierosa. Pierwsze próby rapu i koleżanki
całowane pod starymi drzewami. Ale przeszłość też bolała.
– Maciuś, co to za smród babskich perfum? To jakiś fetysz? – ostra
woń otrząsnęła go z zadumy.
– Weź pod uwagę inne możliwości. Nie oceniaj książki po okładce
– spokojnie zripostował Bilski.
Wyszli na długą prostą i zobaczyli tłum gapiów żądnych sensacji.
Obok ciała technicy błyskający fleszami aparatów. I pani prokurator
Magdalena Bazan. Z tą kobietą Stelmach miał nienajlepsze stosunki.
Uważała go za cwaniakowatego podrywacza. On w myślach rewanżował
jej się oceną niedostępnej hrabianki. Chociaż te oczy…
Aby przepchnąć się przez tłum, Tomek musiał wyciągnąć blachę.
Kilkoma słowami uspokoił bandę gówniarzy w dresach. Żeby to jeszcze
byli sportowcy… westchnął w duchu.
– Co się stało? – zapytał, skinąwszy lekko głową na przywitanie.
– Śmierć młodej dziewczyny, na pierwszy rzut oka brak śladów.
Lekarz stwierdził zgon: około sześć–osiem godzin wcześniej. Zaraz ją
zabiorą – poinformowała krótko Magda Bazan.
– W kieszeni miała legitymację – technik pokazał sfatygowany
dokument.
Alicja Bochniak, uczennica Zespołu Szkół Zawodowych. Kielce,
ulica Wydryńska.
Pochylili się nad ciałem. Ładna i zbyt młoda – mimowolnie pomyślał
Stelmach.
Dziewczyna wyglądała, jakby spała. Leżała na boku, z jedną ręką
pod głową. Nogi złączone i lekko ugięte. Długie, jasne włosy opadały
jej na twarz, jakby chciały ją osłonić. Tomek ze zdziwieniem odczytał
z jej twarzy wyraz ulgi, pogodzenie z losem.
– Zbyt ładnie ułożona, może to nie miejsce jej śmierci? – zapytał
Maciek.
– Naprawdę, Maciuś? Cóż za błyskotliwość, może poprowadzisz „Va
banque”? – ironicznie zripostował Stelmach, niezadowolony, że kolega
pierwszy powiedział to, co i jemu przyszło do głowy.
Na ciele, na pierwszy rzut oka, nie było widocznych żadnych siniaków
i skaleczeń. Nagle Maciek zauważył ślad po igle na prawym
przedramieniu. Zbyt młoda na umieranie – pomyślał z żalem Bilski.
Obok denatki leżała torebka. Tomek wyjął z kieszeni wymięte
gumowe rękawiczki. Maciek z saszetki przy pasie wyciągnął swoje.
Szminka, telefon, sfatygowany notes. Tabletki przeciwbólowe. Ciekawe,
dlaczego nie spodziewał się niczego innego.
– A to co? – zdziwił się Stelmach, wyciągając skrawek chyba jakiegoś
zdjęcia. Przedstawiał fragment jakiegoś budynku. Zbyt mały, aby zgadywać,
co to może być. Wystarczająco duży, aby kłuć w oczy. Odwrócił
skrawek i wyszeptał tylko jedno słowo:
– Kurwa…
– Co jest, Tomek? – Maciek zaglądał mu przez ramię.
Prokurator patrzyła jak zahipnotyzowana. Na odwrocie było naklejone
tylko jedno słowo…
POCZĄTEK.

Czytelnicy

Oceny i dyskusja

— 0 ocen

Oceny, komentarze i odpowiedzi mogą dodawać zalogowani Czytelnicy, Recenzenci, Autorzy i Animatorzy kultury.

Zaloguj się lub załóż konto

Rozmowa czytelników

Nie ma jeszcze ocen ani komentarzy. Możesz rozpocząć rozmowę.

Wróć do Blogostrefy →