Breslau, Jesień 1938
Burzliwa była ta jesień.
Cztery sprawy, które początkowo nie miały ze sobą nic wspólnego. A jednak z czasem zaczęły się przeplatać i tworzyć jedną, cholernie skomplikowaną układankę. Cztery różne historie, czterech różnych przeciwników i zdecydowanie zbyt wiele sytuacji, w których ktoś próbował mnie przekonać, że widzę coś, czego wcale nie ma.
Pierwsza zaczęła się od tego, że zostałem oskarżony o morderstwo, którego nie popełniłem. Niewiele brakowało, a jesień spędziłbym za kratami. Musiałem więc najpierw wydostać się z więzienia, a potem udowodnić, że jestem niewinny. Żeby tego dokonać przyszło mi rozwikłać zagadkę pewnego niezwykłego rubinu.
Druga sprawa miała być tylko przekazaniem okupu. Szantażyści zażądali pieniędzy od bardzo rozrywkowej ekipy filmowej, a ja miałem dopilnować, żeby okup trafił we właściwe ręce. Problem polegał na tym, że zdjęcia zostały wstrzymane, każdy dzień przestoju kosztował majątek, a im dłużej się temu przyglądałem, tym mniej byłem pewien, kto tu właściwie kogo szantażuje. Nie byłem też pewien, czy pieniądze, które miałem przekazać, rzeczywiście były okupem.
Później trafiły mi się dokumenty. Tajne. Bardzo ważne. Zniknęły z sejfu generała Wehrmachtu, a ich odzyskaniem zainteresowali się ludzie, których lepiej było nie spotykać zbyt często. W sprawę wmieszała się polska „dwójka” i szybko okazało się, że nie wystarczy być sprytnym. Trzeba było planować kilka ruchów naprzód i mieć odwagę zrobić ten ruch, którego przeciwnik najmniej się spodziewał.
A na końcu był sąsiad.
Żyd, który zaginął w mieście, gdzie coraz trudniej było zaginąć niezauważonym. Ta sprawa doprowadziła mnie aż do nocy, której chyba nikt z nas nie zapomni. Nocy kryształowej.
Zyskałem w jej trakcie wielu wrogów, ale także kilku ludzi, których wcześniej uważałem za przyjaciół, pokazało mi, kim naprawdę są. Poznałem też takich, których pomoc może kiedyś okazać się bezcenna.
Jeżeli rzeczywiście mam mówić o przyszłości, jedno jest pewne: to jeszcze nie koniec.
Następna sprawa przyjdzie wraz z zimą. Mroźną, śnieżną i — jak sądzę — nie mniej kłopotliwą od tej jesieni.
Wilhelm Knocke
Privatdetektiv